Ekwador

Z Trujillo wzialem bezposredni autobus do Guayaquil w Ekwadorze. Cruz del Sur niestety ma tylko 4 kursy tygodniowo, wiec wzialem niby druga najlepsza firme - Ormeño. Bus sie oczywiscie spoznil, bo jechal z Limy. Tak wiec jakos o 1 w nocy mialem wyjazd. Nie ma luksusow, siedzenia takie zwykle jak w pks´ach. Mimo ze byl spory i dwupietrowy. Oczywiscie zadnego jedzenia ani kawy nie dawali, no ale w koncu tani byl bilet. 

Tak wiec nad ranem bylo przekraczanie granicy. Bez problemow. Autobus podjezdza pod budynek i wszyscy ida do niego. Tam jest taka dluga lada i za nia 2 stanowiska Exiting Peru i obok 2 stanowiska Entering Ecuador. Najpierw trzeba ''wyjsc'' z Peru, tzn dostac pieczatke, a potem wejsc do Ekwadoru. Zwykla formalnosc. Niedaleko za granica jest tez kontrolam czy sie nie wwozi jakiejs kontrabandy. Tzn. nie przeszukuja autobusu. Najpierw go skanuja mega mobilnym rentgenem. Niezly sprzet. Ciezarowka z takim skanerem na ramieniu jedzie wzdluz autobusu i go przeswietla. A potem jak sa watpliwosci to sprawdzaja dany element. Trzeci swiat, ehe. Przy wjezdzie z Belize do Meksyku bylo za to spryskiwanie i dezynsekcja autobusu. Nie ma otwartych granic.



Tak więc po przyjeździe znalazłem jakiś hostel (nie miałem żadnego przewodnika, tylko w internecie na szybko znalazłem sobie info o Ekwadorze). W Ekwadorze walutą jest dolar amerykański! Nie wiem jak to działa, ale jakoś działa. Co ciekawe, ceny są wyższe niż w Peru. Poza tym monety mają swoje. Tzn. amerykańskie też są w obiegu (nigdy w usa nie widziałem monety 1$, widocznie dlatego że wszystkie są w ekwadorskim obiegu, lol), ale więcej jest drobnych centivos ekwadorskich. Dziwna sprawa.

Rano wziąłem autobus do Puerto Lopez. Jakieś angole w Peru mi powiedziały, że to fajna wioska i nie ma za wielu turystów. Na miejscu okazało się, że pogoda jest ciulowa - trochę padało. Więc na wszystkich ulicach mega błoto. Tylko głowna była asfaltowa - reszta błotna. 





Znalazłem tani hostel (?) a w sumie taki zbiór chatek. zapłaciłem bodajże 15$ za swoją. Było to naprzeciwko plaży. Poszedłem też coś zjeść - jedzenie normalne ceny miało. Szczególnie warto kupować morskie rzeczy, bo są świeże. Ba - w restauracji widziałem jak dostwa kur przyszła. Koleś 3 żywe kury wniósł do restauracji, trzymając za nogi, i sprzedał właścicielowi. Już bardziej świeże nie może być jedzenie lol.

Zamówiłem sobie omlet z krewetkami.  Dostałem mega danie na tacce

nie da się zjeść całego. W Ekwadorze jest też najtańsze piwo jakie gdziekolwiek widziałem. Duża butelka kosztuje w sklepie 35 centów! Tak więc w restauracji za świeży sok z papaji, omlet i mega piwo zapłaciłem jakieś 9dolarów. Good deal. Oczywiście restauracja rodzinna, z plastikowymi krzesłami i ubitą piaskową "podłogą".

W hostelu kupiłem też wycieczkę do dżungli na drugi dzień. Generalnie główną atrakcją są wyprawy na ocean, na "Galapagos dla ubogich", śa tam żółwie, ptaki itp. Po drodze zimą można tam też jakieś wieloryby zobaczyć. Ale ja tam nie lubię oceanowych atrakcji.

pahadeemon 29.10.2013, 17:29

Meksyk coraz bliżej...