საქართველო

17.08.2012 :: 17:19 Komentuj (0)

საქართველო - Sakartwelo (Gruzja)
24.08-7.09
massakrra.
Mam przewodnik lonely planet, więc powinno być ok.
Ino, że ten ichni gruziński alfabet mnie rozbraja. Żebym po ruskiemu gadał coś to pół biedy, bo tam wszyscy po ruskiemu mówią. Tak więc sam się nauczyłem już prawie całej cyrylicy i podstaw ruskiego. Do tego wydrukowałem sobie alfabet gruziński i ogarniam już parę literek ;o
Będzie sajgon - to nie Meksyk :p
Anyway - wylot mam z Gatwick, czyli po drugiej stronie Loldynu. W dodatku tak wyszło, że ląduję o 4 rano w Tbilisi -.- z 5-godzinną przesiadką w Tallinnie - czyli cały dzień i noc w podróży :F w dodatku będę czekał cały weekend w Tbilisi, bo sklep, w którym górskie mapy można kupić jest otwarty w poniedziałek dopiero lol.
Plan taki jest, żeby najpierw obczaić Tbilisi, a potem jechać do Tuszeti, w góry, na trekking - spać w namiocie etc. Potem na wschód - Kazbegi, Swaneti, może Abchazja no i Batumi - chillout nad Morzem Czarnym :3 (Bałtyku jeszcze nie widziałem lol) No i spowrotem do The biggest shithole on Earth - England. Się zastanowię, czy się zwolnić od razu po przylocie, czy jeszcze nie ;p fuck that.

Eesti

24.08.2012 :: 19:03 Komentuj (0)

So... As always there were some delays, but I managed to get to Talliinn. Funny aiirport - small and dark. And empty. Reaally, I havent seen so few ppl in an airport since I departed from Cortez, but that airport was in a small desert town. But at least theres fast free wifi :] this is by far the farthest to the east ive ever been :o aaanyway now im just waiting for my flight to Tbilisi. And testing posting entries on this blog via phone. No lenku kalba at this time ;p

Tbilsi

26.08.2012 :: 08:07 Komentuj (0)

so... wiec jak wyladowalem w Tbilisi to bylo tam wiecej Polokow niz wszystkich innych. Troche posiedzialem, wymienilem dolary i poszedlem na stacje pociagow. Jak przechodzilem przez parking to przejezdzajacy taksowkarz mnie zawolal i co tam po rusku zaczal nawijac. Anyway, zrozumialem tyle, ze chce mnie podwiezc do centrum tanio, bo juz z kims i tak jedzie. Stacja i tak byla jeszcze zamknieta wiec sie skusilem. lol - w Gruzji na drogach panuje Meksyk - totalny chaos i jazda na wciskanie sie. Nawet jakis koles mojemu kolesiowi lusterko przytrzasnal na autostradzie. 


Potem poszedlem spac do hostelu i pozniej polazilem po miescie.

Ot - stare budynki, stare miasto. Rozsypka jak stare polskie kamienice 15 lat temu. Smrod, brud itp. wymieszane z nowymi, blyszczacymi sklepami. 





a to pomnik sw. Jerzego ze smokiem:

budynek parlamentu:

Polazlem tez do jakiejs restauracji i se wzialem ichni ser i chaczapuri. Pycha :> ino trza się przyzwyczaić.


Jak wrocilem do hostelu... zaraz, fajny tak w ogole system metra jest. Tzn. platnosci za metro. Kupuje sie taka karte magnetyczna i zas w okienku na stacji daje sie pani ja i placi sie. I pani ta karte doladowuje dana kwota. I zas przy zejsciu pod ziemie sie tylko przyklada ja do czytnika i czytnik pobiera siano z konta karty ;p proste?

No i jak wrocilem do hostelu to spotkalem 2 Iranki. Fajne babki - se pogadalismy troche o roznych rzeczach. Cos czuje ze Iran trzeba bedzie odwiedzic, bo mili ludzie i piekny kraj :>


Potem tak jakos wyszlo ze sie wciagnalem w chlanie z ludziami z hostelu. Z wlascicielem hostelu, amerykancem, jakims ruskiem, gosciem z Polski, no i zas 3 zydow jeszcze przyszlo. No i gdzies tam jeszcze 2 francuzow sie przewinelo chyba ;p
Zaza (?) - wlasciciel to spoko czlowiek, wielki jak gora ale bardzo mily. Rusek skolowal 3 butelki po pepsi pelne wina i bylo co pic ;] Z Polakiem to ciekawa historia bo to dziadek co sobie podrozuje po swiecie. Tez ciekawa postac. Potem sie zjawili izraelici. Tez w porzadku kolesie ;p

tak wyglada zatrzymywanie sie w hostelach ;]

a jutro se chyba jade do Lagodechi na lazenie po gorach itp.

foty z Tbilisi, z fortecy Nariqala na wzgórzu:






Lagodechi - day 1

01.09.2012 :: 12:57 Komentuj (0)

A więc... właśnie wróciłem z gór w Lagodechi. Było mega dobrze :> Ale po kolei...


poniedziałek 27
Rano w kuchni hostelu spotkałem 2 Izraelitów (tych co pili wcześniej z nami). Spytałem dokąd jadą, a oni że do Lagodechi. Kiedy? Zaraz. Na jak długo? Na 3-dniowy szlak do jeziora na granicy ruskiej. Aha no to jadę z nimi :>
Miałem farta, że na nich trafiłem, ale o tym później jeszcze napiszę. Anyway mojej marszrutki (czyli starego transita, który bierze pasażerów jak autobus) bym sam szukał i szukał, bo przystanek marszrutek jest za stacją metra, ukryty taki. A tak - Eli zna ruski bo z pochodzenia jest z Ukrainy i dajemy wszędzie radę :> Drugim kompanem był Juwel - spoko koleś też.
Anyway - jak dojechaliśmy do Lagodechi to poszliśmy w górę głównej drogi, do parku narodowego Lagodechi. Po drodze, przy ulicy, spotkaliśmy panią Ninę. Była bardzo wesoła i entuzjastyczna. Zaprosiła nas do siebie, powiedziała, że ma pokoje jak coś i w ogóle jesteśmy welcome. A - no i jest Ukrainką z pochodzenia ;]

No i poszli my dalej. Przy wejściu do visitor's center był lol. Tzn. tablica z napisem po polsku, że to Polak był założycielem tego parku ;o


Zarejestrowaliśmy się i wróciliśmy do Niny, bo już trochę za późno było na wyjście na szlak. Od razu nas poczęstowała swojskim arbuzem lol. Potem nam przyniosła inne owoce ze swojego ogrodu, a nawet zrobiła kolację - mega dobre domowe żarcie (własny miód, powidła, wino itp...). Potem nawet nie chciała pieniędzy za to. Tylko 10 lari od osoby. Ale i tak zostawiliśmy jej po 20 :>
Trochę pogadaliśmy, tzn. Eli gadał z nią i jej mężem po rusku, ale ja nawet rozumiałem o co chodzi :> Generalnie ogarniam tak 20% jak po rusku się mówi.

Anyway wyłonił się obraz Gruzji z tej rozmowy. Za ZSRR były w miasteczku fabryki, bazy turytyczne, setki turystów dziennie przyjeżdżało. A teraz nędza, wszystko niszczeje i nikt nie ma pracy. Jak w po-pegeerowskiej wsi lat '90 na samym wschodzie Polski.

Takie coś widać w całym kraju. Ale jednocześnie mnóstwo jest inwestycji. Połowa Tbilisi to plac budowy. W Lagodechi centrum w parku jest nowiutkie i ładne, stary budynek bazy turytycznej jest odnawiany.
Gruzja się otwiera na świat, chociaż tak na prawdę nie jest jeszcze gotowa. Taka prowizorka. Jeszcze z 10 lat i będzie dobrze, będzie można sobie lajtowo jechać tam turystycznie. Teraz to taki hardkor jest, tylko dla młodych ludzi :>

Ludzie tak jakby też nie są gotowi na obcokrajowców. Mam wrażenie, że nie bardzo wiedzą jak się zachowywać w stosunku do nich. Nie są wrodzy, ale jakoś specjalnie przyjaźni też nie. Tzn. jak już się ich lepiej zapozna to się otwierają. Generalnie jest bezpiecznie, nie ma kradzieży, strachu, oszustw itp. Co mnie dziwi, bo prawie wszędzie bieda aż piszczy.

tbc...

Lagodechi - day 2

02.09.2012 :: 09:38 Komentuj (0)

Tak więc z samego rana wyruszyli my. Było dosyć ciężko. Mnie trochę bolał ząb, Juwi był chory i miał biegunkę, a Eli... no on po wojsku ma uszkodzone nogi i go boli cały czas (o Izraelitach to napiszę osobno, bo to ciekawe historie są). Tak więc było dobrze, lol. Miałem na plecach jakieś 15 kilo, więc było to coś nowego. 


Dojście do stacji/schroniska/meteo/obozu/whatever zajęło nam ponad 7 godzin. w sumie prawie 9 km marszu i ok 2 km wzwyż. Wody miałem 2 litry i starczyło na styk, bo nie ma jej gdzie uzupełnić na tym odcinku. A koleś w centrum taki mądry był: "mi starczy 1 litr" :F Dotarliśmy do chatek i się rozbiliśmy. Jedna chatka to ruina z czasów ZSRR, ale obok jest nowa. Mimo to jest brudno i pełno śmieci, jakby nikt o to nie dbał (typowe w Gruzji). [Eli mi powiedział, że w Mestii jak się spytał miejscowego gdzie ma wyrzucić śmieci, to ten mu powiedział "panie włóż to w foliówkę i wrzuć do rzeki". wtf.]
Na miejscu było tylko 2 chłoposzków - takich Gruzinów. Nie wiem czy tego pilnowali czy co. Anyway, zjedli my, uzupełnili wodę, pogadali i spać do namiotu. za noc w namiocie płaci się 5 lari, za chatkę 15. Płatne przy wejściu do parku, ale możnaby się prześliznąć, albo oszukać jak nikt nie pilnuje chatek :>






Lagodechi - day 3

02.09.2012 :: 10:08 Komentuj (0)

Nazajutrz uderzyliśmy na drugi etap - do jeziora Chala Chel i z powrotem. 

Ten etap miał być łatwiejszy bo bez sprzętu i bez takiej różnicy wysokości. Ale i tak był sajgon. Prawie ciągle pod górkę. 

niedaleko granicy, widok na Azerbejdżan:

tawarisze:


Doszliśmy w końcu do obozu żołnierzy i daliśmy im paszporty. Powiedzieli, że po drodze spotkamy innych żołnierzy na koniach i oni nas będą eskortować do jeziora. I żebyśmy nie przechodzili czasem na ruską stronę, nawet jak ruski będą nas wołać czy coś :p

obóz armii z oddali:


Jezioro w połowie znajduje się po stronie ruskiej, ale po ichniej stronie nic nie było widać. 
Anyway - spotkaliśmy wkrótce gruzinów z kałachami i na konikach. Mniej więcej w tym momencie zupełnie skończyła mi się energia. Słońce przypalało ostro, ja wyglądałem jak zombie, lol. Ale jakoś w końcu dałem radę :>


pan z eskorty: http://i.imgur.com/5pk4N.jpg




wykąpaliśmy się w jeziorze (lodowata woda, ale orzeźwiająca), zjedliśmy obiad i wypiliśmy kawę. No i droga powrotna. Żołnierze zostali przy jeziorze, bo więcej do roboty nic nie mieli.

w tle Rossija:

Przy jeziorze podładowałem energię, ale tuż przed obozem prawie padłem na ryj. Wtf, nigdy nie byłem tak zmasakrowany. Ale jak zjedliśmy w obozie to było już ok i przy ognisku do 10 se siedziałem. 


(te tablice są puste, pozostałość z ZSRR, jak szlak był popularny chyba)


W czasie jak my byliśmy w terenie, do obozu z dołu przyszli inni ludzie. Między innymi kolejni Izraelici, lol. Anyway, w nocy pogoda się popsuła i już nazajutrz nikt nie poszedł chyba do jeziora. Chmury, deszcz itp.

Lagodechi - day 4

03.09.2012 :: 18:04 Komentuj (0)

Wrocilismy na dol w czwartek. W sumie zrobilismy jakies 30 km jak nie wiecej. Nie wspominajac o pokonaniuu wysokosci, lol. Anyway, Nina poczestowala nas sytym posilkiem. W czasie jak my schodzilismy, to ze szlaku zawrocila pozostala trojka Izraelitow. Tak wiec przyszli do naas. No i mialem lekcje hebrajskiego, lol. W sumie to znam wiecej slow po hebrajski niz po gruzinsku. Wieczorrem zrobilismy uczte, a ja poostanowilem zostac jeszcze 1 dzien. Ofkors, rozmowa przy piwie zeszla na temat holocaustu, ale wyjasnilem swoja pozycje i doszlismy do konsensusu: "fuck germany". Lol, nice. Wbrew pozorom izraelici nie maja nic do Polski. Dziadkowie jednej z dziewczyn byli uratowani przez Polakow, wiec jej rodzice uwielbiaja Polske, lol.

dowiedzialem sie ciekawych rzeczy o Izraelu. Np. Ze kazdy chlopak po szkole sredniej musi isc do armii na 3 lata. Tak wiec Juwall byl dowodca czolgu. Jak sam mowi, to nic niezwyklego, ale fajnie brzmi. Fajnie sie rozwalalo budynki itp. za to.

z kolei Eli, mimo ze nie byl oficerem, to pelnil taka role w oddziale snajperow. Dosyc slynnym nawet ponoc. Zadnymi historiami nie chcial sie dzielic. Juwi mi powiedzial tylko, ze to "crazy shit" bylo.

Co do Palestyny, to mnie po prostu zaprosili zebym sam przyjechal i zobaczyl jak to jest na prawde. Tak wiec zostalem zindoktrynowanym syjonista :p ale seryjnie pojade tam i zobacze co sie dzieje. Nocleg juz mam zapewniony :>

Lagodechi - day 5

03.09.2012 :: 18:20 Komentuj (1)

W piatek pojechalismy taxi do wodospadu. 6 osob (+kierowiec) w starej ladzie, lol. Jak szproti w konserwie. Trail do wodospadu znajduje sie w sasiedniej wiosce, wiec mielismy okazje poogladac po drodze biede, jakiej nawet polska wies 20 lat temu nie widziala chyba. Anyway, lada nas dowiozla po wertepach do wejscia do rezerwatu. Stamtad poszlismy korytem rzeki w gore. Wodospad robil wrazenie, mial ze 30 metrow, a otoczenie to wypisz-wymaluj dzungla. Ino nie bylo goraco. 






jak wiele zależy od perspektywy:



oznaczenie szlaku do wodospadu. Takie samo oznaczenie miał główny szlak do jeziora przy ruskiej granicy. Wygląda jak polska flaga. Przypadek? :>



Lada!

Wieczorem za to izraelska ekipa zrobila kibusz czy cos takiego. To taki zwyczaj - wieczerza na przyjscie szabatu. Ciekawe, lol. Eli wygrzebal skads jarmulke i odmowil jakas mowe po hebrajsku. 
Przekazal nam szkalnke z piwem (moze byc kazdy plyn bardziej wartosciowy od wody), chleb (trza umoczyc w soli). No i sie posmialism przy tym troche, bo oni za bardzo religijni nie sa, lol.. 
Potem sie troche duzo napilismy i bylo wesolo. 

i tak powstal chocapic. 

Back in Tbilisi

05.09.2012 :: 17:15 Komentuj (0)

Rano wzięliśmy marszrutkę do Tbilisi. Zabrał się z nami tą samą marszrutką Tom (Izraelita nr 3), który jechał do Signaghi - krainy wina. Dziewczyny pojechały wcześniej, żeby mieć więcej czasu w Tbilisi, bo wieczorem miały wylot.


Anyway, dojechali my i kupili po drodze do hostelu jedzenie. Tzn. chaczapuri (ehh jakie to tłuste, ale jakie dobre i sycące...) + takie podłużne ciasto ze smażonymi pyrkami w środku (jak się kupuje to trzeba po rusku powiedzieć "kartoszka", żeby wersję z pyrami a nie z mięsem dostać). Pyszne :> I jeszcze wziąłem arbuza. Jest sezon na arbuzy, całe tony wszędzie tego są. Tak samo innych świeżych, prawdziwych owoców (nie z żadnych marketów) - nic tylko kupować i jeść... raj po prostu. Ceny są niskie. Za kilo arbuza płaci się jakieś 50 tetri, czyli koło 1zł. Tak więc za kolosalnego arbuza zapłaciłem jakieś 6zł. Raj.

A ciekawa sprawa z piwem jest. Kosztuje tyle co w Polsce, ale jest dostępne w 2-litrowych plastikowych butelkach :> family pack, lol. Najlpopularniejsze jest Kazbegi i Natachtari. To drugie jest lepsze.

Po południu wyszliśmy do centrum spotkać się z dziewuchami. Tak więc połaziliśmy trochę, pożegnaliśmy je (dostałem zaproszenie do Budapesztu, bo jedna z nich tam studiuje; więc jest opcja na wypad jak coś, kekeke).

Nu i zawitaliśmy do takiego eleganckiego sklepu z winami. Eli chciał zapłacić kartą za wina, ale PDQ (urządzenie do płatności kartami) się zawiesiło i nabiło podwójnie opłatę. Potem godzinę na telefonie pani spędziła, próbując to odkręcić, ale coś nie bardzo szło. Więc sobie czekaliśmy na kanapach, a obsługa nas raczyła winem za darmo :> kekeke. Sam tam przed wylotem zrobię zakupy, bo to fest firma :> 
Nie wiem czy można przewozić alkohol w plastikowej butelce, bo bym z targu jakieś domowe wino przywiózł.

Anyway, wieczorem popiliśmy trochę. Gdzieś tam się przypałętały lemingi z Polski. Jakaś para studenciaków z Gdańska. A starszy pan z Polski nadal urzędował w hostelu, lol. I oni wszyscy z grupką czechów sobie czaczę pili jak wróciliśmy z miasta. Akurat kończyli, ale powiedziałem tej parze, że mogą przyjść i się z nami napić, ale dziewucha coś tam jęczała, że to, że tamto, że późno. Tak więc przyszli na 1 piwo i poszli. nudziarze. W zamian kolejni Izraelici się dosiedli i znowu miałem trochę lekcji hebrajskiego, lolololol.

Tbilisi again

06.09.2012 :: 12:03 Komentuj (0)

W niedzielę głównie siedzieliśmy w hostelu, potem na miasto poszliśmy. 


Znaleźliśmy fajny ruski pchli targ. Można tam fajne artefkty znaleźć. Stare zdjęcia, talerze, sztućce, kufle, radia, kasety, sowieckie paszporty, maski przeciwgazowe, instrukcje obsługi sowieckiego namiotu, lornetkę, bagnety do kałacha, czapki z sowieckiego demobilu, ordery armii czerwonej itp. Ciekawe miejsce :>

Wieczorem na pożegnanie wypiliśmy gruzińskie wino. Takie ze sklepu, nie z plastikowej butelki po pepsi. Mimo, że było tanie, to było dobre. (bo tanie wina są dobre, bo są dobre i tanie; ale seryjnie - to było naprawdę gut). No i pogadaliśmy, pożegnałem się z Juwallem i Elim i tyle.

 W poniedziałek rano pożegnałem się też z polskim dziadkiem. Zaczął opowiadać mi perdoły o jego córkach w Irlandii, gdzie był, gdzie jedzie itd. whatever - co ciekawe w planach ma Izrael i Iran :> jak ja.

Pojechałem na stację metra Didube i przy wyjściu odszukałem marszrutkę do Batumi. No i pojechał ja. Marszrutki są szalone. Tzn. kierowcy to psychopaci. Mają w aucie ze 20 osób a cisną >100kmph i wyprzedzają nawet jak z przeciwka tir jedzie. Taki styl jazdy w Gruzji jest :F

Batumi

06.09.2012 :: 12:24 Komentuj (0)

Na miejscu odszukałem hostel. Sami Polacy w nim prawie. Ale tacy jacyś dziwni. Spłoszeni i dzicy. Może dlatego, że się nie zdradziłem z moim pochodzeniem :> 



złote runo:





Polazłem w stronę morza. Ładnie jest. Plaże kamieniste, ale to nawet lepiej. Chociaż już nie to samo co np. Karaiby, ehh. inny klimat.

Na drugi dzień uderzyłem na plaże. Najpierw chciałem przejść cały deptak wzdłuż plaży. Ale po kilku km. się rozmyśliłem - ta plaża się ciągnie w nieskończoność :F Wszystko wkoło jest zadbane i czyste - jak nigdzie indziej. Batumi się ponadto rozwija cały czas -wszędzie pełno budynków, apartamentowców, wieżowców, restauracji itp. budują.

Alphabet tower:




Polazłem też w stronę portową. Jeszcze wcześniej nie widziałem na żywo takich dużych statków :o



Sunset:



Ogólnie Batumi jes ok. Wkoło wybrzezą i w starej części mega zadbane jak żadne inne miejsce, w jakim byłem. Zupełnie inny obraz Gruzji. Ale ja takich klimatów nie lubię :p Góry lepsze. Nawet brud i wolność w Tbilisi lepsza.

No właśnie - pierwsze wrażenie Gruzja robi takie se. Ale jak się już pozna bliżej ten kraj to ejst świetnie. Jest może biednie, ale nie ma przestępczości. Jest brudno i ruiniasto, ale jest wolność. Policja nie gnębi za picie piwa na ulicy, nie nakłada się podatków na babuszki sprzedające wino czy owoce na ulicy. Wolność nawt chyba większa niż w Meksyku. Chociaż to nie takie proste, to złożony temat :p

Tbilisi...

07.09.2012 :: 21:38 Komentuj (0)

Bonus fotos oddające klimat z ekipą i w sumie najlepsze chwile wyjazdu:

ostatnia wieczerza w Lagodechi:

wine's fine - sklep z winem w Tbilisi:

z panią Niną :E

parę zdjęć widescreen: http://imgur.com/a/i8IxH#0

A więc w środę wróciłem do Tbilisi. Połaziłem trochę po okolicy, obżarłem się chaczapuri i arbuzem (za jedyne 2 lari :>) i tyle. W czwartek poszedłem na ostatnie zakupy. Kupiłem kilka win i udałem się na ruski pchli targ. Kupiłem sowiecki pas i order za obronę Kaukazu z armii czerwonej + order za weterański trud, lol. W sumie jakieś 20 lari zapłaciłem po targowaniu :>
bonusowe foty z Tbilisi:

plac budowy w centrum:




Widok na Nariqalę 


Mother Georgia monument (w jednej ręce miecz na wrogów, w drugiej kielich wina dla gości):


Pałac prezydencki:

a w piątek rano na lotnisko wziąłem taxi na spółkę z jednym kolesiem z hostelu (Izrealitą, lol...). Po drodze widziałem ulicę im. George'a W. Busha, lol. Propaganda robi swoje. Ale nawet ul. im. Kaczyńskich mają w Batumi, więc wtf.



***

Links:






Archiwum:



2017
2016
2015
2014
2013
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011



Szablon wykonał: Htsz, pobrano z: Szablony.Blogowicz
autor zawartości bloga: sveg
powered by Blogowicz.info